SLIDER

DIY
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DIY. Pokaż wszystkie posty

Urodowe triki z blogosfery: maska z węglem aktywnym

piątek, 15 lipca 2016

Uwielbiam kosmetyki, które można zrobić samemu w domu. Więc, gdy podczas poszukiwania inspiracji na Pinterest natrafiłam na maseczkę z węglem aktywnym - musiałam dać jej szansę. Chociaż skład jest dziwny. Maseczka podobno nadaje się do cery tłustej, zanieczyszczonej. Jeśli chcecie się przekonać, jak mi wyszło - czytajcie dalej:)


DIY: Scrub o zapachu Mojito!

piątek, 11 marca 2016

Lubię peelingi, mogę nawet powiedzieć, że jestem od nich uzależniona. Pierwszy peeling zrobiłam na warsztatach z Le Petit Marseillais, I tak rozwinęło się moje zainteresowanie peelingami i scrubami - są łatwe w przygotowaniu, a kąpiel z własnoręcznie przygotowanym kosmetykiem to niesamowita satysfakcja. No właśnie, ale czy peeling to to samo co scrub? Wytłumaczę Wam różnicę i dam przepis na domowy scrub z wykorzystaniem soli Epsom (ale co to?). Relaks i obłędny zapach gwarantowane. No i będzie Mojito, tylko bez procentów :) W wannie nie są raczej mile widziane:):)

O tym, jak odbyłam podróż do Prowansji w sercu Warszawy

poniedziałek, 6 kwietnia 2015


Zostałam zaproszona na konferencję Le Petit Marseillais, która odbywała się w Restauracji Belvedere w Warszawie. "Odetchnij Prowansją" – to hasło, które przyświecało spotkaniu. Powiem Wam szczerze, że był to idealny czas i miejsce na odstresowanie się po ciężkim dniu w pracy. Na miejscu unosił się niezwykły zapach, który pozostał po wcześniejszych spotkaniach. Unoszący się podczas spotkania naturalny, owocowo – ziołowy aromat pozwolił odetchnąć PROWANSJĄ w pełni.

Cudowne odkrycie mojej Babci - czyli maseczka z żyworódki

wtorek, 28 maja 2013


Witajcie:) Dziś przychodzę do Was z wpisem zupełnie innego rodzaju - choć nadal pozostaniemy w tematyce kosmetycznej. 

Moja wspaniała i kochana Babcia po ostatniej operacji zakończonej sukcesem postanowiła sprzeciwić się upływającemu czasowi i stała się maniakalną testerką i miłośniczką wszelkiego rodzaju kremów, kremików, peelingów i maseczek (które ja od czasu do czasu Jej podrzucam). Jednak Babcia nie byłaby Babcią, gdyby nie jej cudotwórcze mieszanki, mniej lub bardziej przyjemne:) Ta, którą chcę Wam przedstawić należy do tych przyjemniejszych. Efekty, jakie po niej zaobserwowałam u Babci były zdumiewające! 

Mowa oczywiście o maseczce z żyworódki. Żyworódka  zawiera duże ilości witaminy C, mikro- i makro-elementy: mangdan, miedź, selen, glin, krzem, potas, wapno, żeazo. Oprócz tego ma właściwości bakterio- i grzybobójcze, regenerujące, przeciwzapalne i immunostymulujące.

\

Innym składnikiem maseczki jest aloes, którego nikomu chyba nie trzeba specjalnie przedstawiać.Powiedzmy w skrócie, że jest dobry na wszystko: przyspiesza gojenie, wzmacnia odporność... długo możnaby wymieniać. O jego właściwościach możecie poczytać TU

Płatki owsiane to nie tylko produkt przeznaczony do jedzenia. Łagodzą bowiem podrażnienia, oczyszczają cerę, nawilżają i odświeżają skórę. 

W minioną niedzielę wypróbowałam maseczkę po raz pierwszy. Efekt przerósł moje oczekiwania, dlatego jako, że aktualnie zmagam się z zanieczyszczoną cerą oraz tzw. "kaszką", postanowiłam wypróbować "kurację" żyworódką. Chcę przez tydzień codziennie nakładać na 20 minut tę maseczkę, a jeśli będę zadowolona z efektów, później raz czy dwa w tygodniu. Zaczynam od dziś. Jestem już po pierwszej maseczce. Widzę efekty, dlatego chcę podzielić się z Wami moim przepisem na maseczkę z żyworódki.

Składniki:
- 2 garści płatków owsianych (albo i 4 - jeśli będzie używać samego soku z żyworódki i aloesu)
- 2 średniej wielkości liście aloesu (może być sam sok)
-3 średniej wielkości liście żyworódki (może być sam sok)
- pojemniczek/słoiczek na powstałą maseczkę
- deskę do krojenia,  ostry nóż
- gorącą wodę
-blender
- wysokie naczynie




Zalewamy płatki odrobiną gorącej wody, tak, by tylko trochę namiękły. Jeśli zamiast liści żyworódki i aloesu użyjecie tylko sok z nich ( do kupienia w aptece!) to poprostu zalejcie płatki sokiem i zostawcie  na 5-10 minut przed blendowaniem. Chodzi nam tutaj tylko o to, by płatki namiękły, przez co łatwiej się zmiksują. 

Myjemy i możliwie jak najdrobniej kroimy liście aloesu.


Tak samo postępujemy z żyworódką.


Wsypujemy do wysokiego naczynia aloes i żyworódkę. Blendujemy około 5 minut - po upływie tego czasu sprawdźcie, czy obie rośliny dobrze się rozdrobniły. Jeśli nie, blendujcie przez kolejne minuty:)


Stopniowo dodajemy płatki owsiane. Ważne jest, żeby robić to powoli, np. do zielonych składników dodawać po łyżce stołowej rozmiękłych płatków, bo inaczej ciężko będzie nam je zmiksować. 
Kiedy uznamy, że wszystko jest należycie rozdobnione i wymieszane, przelewamy naszą maseczkę do przygotowanego pojemnika. Powinna wyglądać mniej więcej tak:


Wymienione przeze mnie składniki powinny wystarczyć na tydzień stosowania. W moim słoiku wygląda mniej więcej tak: 


Mam nadzieję,  że z każdym dniem efekty będą coraz lepsze.  A gdyby któraś z moich koleżanek chciała - wszystkie zielone składniki rosną u  mnie na parapecie, także zapraszam przy okazji na kawę:)
 A na koniec moja twarz z maseczką, wybaczcie ten zmizerniały wzrok, ale drugi tydzień choroby robi swoje:)


Pozdrawiam Was serdecznie,
Monika:)

DIY - oczyszczający tonik na wągry

poniedziałek, 10 września 2012

Witajcie:) Wielką fanką wszystkiego co eko i własnoręcznie robione nie jestem, ale są takie perełki, które zdarza mi się dostrzec. Działają, czy nie - chętnie je wypróbowuję. Przede wszystkim muszą być niedrogie i proste w wykonaniu i użyciu. Dziś na specjalne życzenie :) przedstawiam Wam tonik oczyszczający na wągry. 

Cena tego toniku na pewno nie przekracza 20zł. Jeśli dobrze przeszukamy apteki i sklepy zielarskie, to koszt może oscylować w granicach 10zł. 


Potrzebujemy: 
pustej buteleczki (może być mała, o pojemności min. 60ml)
nafty kosmetycznej (cena 5-8zł)
olejku pichtowego (4-9zł)
miarki (najlepiej 40ml)



Produkty, których użyłam:

olejek pichtowy KEJ, poj. 10ml


nafta kosmetyczna z witaminą A+E, poj. 175ml

miarki z Ikei, 15ml i 5ml
Wykonanie
Samo wykonanie jest banalne. 10 ml olejku pichtowego wlewamy do przygotowanej pustej buteleczki. Dodajemy 40ml nafty, zamykamy butelkę, wstrząsamy i nasz tonik jest gotowy do użycia. Jeśli masz delikatną skórę, to nafty można wlać więcej, na przykład o 5 ml. Jeśli po użyciu toniku odczuwalne będzie nieprzyjemne pieczenie, to trzeba tej nafty dolać. Trzeba pamiętać, że nie można nierozcieńczonego lub słabo rozcieńczonego olejku pichtowego nakładać na skórę, bo można ją bardzo podrażnić.  Niestety, przekonałam się o tym na swojej skórze - za pierwszym razem pomieszałam proporcje i moja skóra dochodziła do siebie przez dwa tygodnie, dlatego nie polecam. 


Sposób użycia
Twarz i/lub dekolt przecieramy nasączonym wacikiem. Przy pierwszych dwóch użyciach dobrze jest dość mocno i zdecydowanie pocierać wacikiem, wtedy oczyścimy naszą twarz dogłębniej. Zapewniam, że wacik nie będzie czysty;). Osobiście przecieram nim twarz wieczorem, ze względu na tłustawą konsystencję oraz mocny zapach, który nie każdemu przypadnie do gustu. 

Garść informacji

Nafta kosmetyczna - poprawia kondycję włosów. Już przed laty była stosowana przez nasze babcie, wcierana w skórę głowy, w celu wzmocnienia cebulek włosowych. Nafta kosmetyczna wzmacnia skórę i poprawia jej wygląd, jest składnikiem wielu maseczek i innych kosmetyków, nie tylko do twarzy. 

Olejek pichtowy - zawiera substancje o działaniu bakteriobójczym, grzybobójczym i wirusobójczym. Wzmacnia tez system odpornościowy. Uwaga! działa odmładzająco;)


Cóż... za pierwszym razem źle dobrałam proporcje. 10 do 40 to najpopularniejsza opcja podawana przez wiele blogerek. Jeśli uważacie, że uczucie pieczenia jest zbyt silne i powoduje dyskomfort, śmiało dolejcie nafty. Dziś moje drugie podejście, zobaczymy, czy stan mojej skóry się poprawi.

Pozdrawiam Was serdecznie!
Monika




© Racja pielęgnacja • Theme by Maira G.