Żegnajcie zniszczenia? I don't think so...
wtorek, 18 lutego 2014
Witajcie:)
Prawie każda z nas marzy o długich włosach... Zapytałam fryzjerkę o to, co powinnam robić, by cieszyć się długimi włosami. Nawilżać, odżywiać - powiedziała i zasugerowała częste używanie masek do włosów. Tak więc co najmniej raz w tygodniu nakładam maskę na włosy. Teraz padło na maskę od Garnier Fructis - Goodbye Damage. I to o niej dziś kilka słów.
Prawie każda z nas marzy o długich włosach... Zapytałam fryzjerkę o to, co powinnam robić, by cieszyć się długimi włosami. Nawilżać, odżywiać - powiedziała i zasugerowała częste używanie masek do włosów. Tak więc co najmniej raz w tygodniu nakładam maskę na włosy. Teraz padło na maskę od Garnier Fructis - Goodbye Damage. I to o niej dziś kilka słów.
Super włosy w 3 minuty? Not really. Po nałożeniu maski na 3 minuty, tak jak mówi nam piękna zieloniutka trójeczka na opakowaniu - efektu brak, zero, null. W zwyczaju mam nakładanie maski na minimum godzinę, najczęściej na kilka godzin. I wtedy jest efekt, ale niestety nie spełnia on moich oczekiwań. Włosy są sztywne, ich kondycja jest o minimum lepsza, jednak nie są takie, jak po wyjściu od fryzjera. A tego oczekuję od maski. Owszem, producent obiecuje cuda, jeśli będziemy stosować maski razem z innymi produktami z serii goodbye damage. Używam szamponu, odżywki, maski i serum z tej serii i moim zdaniem jedynie szampon i serum zasługują na oklaski, ale o tym kiedy indziej.
Na plus opakowanie - pozytywne i lekko zaokrąglone, więc łatwo zużyć produkt do końca. Konsystencja średnia - rzadkiego budyniu. Do kupienia w drogeriach i hipermarketach, za ok. 17zł.
Mojego serca nie skradła. Ani nie nawilżyła włosów, ani nie dodała im lekkości, a już na pewno nie poprawiła ich kondycji. O cofnięciu zniszczeń zdecydowanie nie ma mowy.
Pozdrawiam Was,
Monika
