SLIDER

recenzja
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

Holika Holika Aloe 99% Soothing Gel - hit czy kit okiem chemika

wtorek, 4 lipca 2017

Już od jakiegoś czasu opisuję na profilu FB w ramach akcji #okiemchemika analizy testowanych przeze mnie produktów. Cieszę się, że mają one taki wydźwięk i że lubsz je czytać. Bo naprawdę mam dość samozwańczych specjalistów od analiz kosmetyków, którzy piszą bzdury skopiowane z Internetu. Nie opisuję kosmetyków "na pałę", w sensie aby dokładnie opisać kosmetyk muszę poczuć jego konsystencję, więc nie będę Ci polecała czegoś, czego nie przetestowałam na własnej skórze. 

Tym razem pod lupę wzięłam żel Holika Holika Aloe 99% Soothing Gel - wielofunkcyjny aloesowy żel, który zawiera 99% ekstraktu z aloesu. 


Posty na blogu odnośnie produktów będą rozszerzeniem opisów FB. Bo nie chcę tam zawalać Cię jeszcze dodatkowymi przemyśleniami. 

No dobra, ale czy ten żel to dla mnie HIT czy KIT? Na wstępie napiszę - HIT.  Dlaczego - bo jest wielofunkcyjny, może być stosowany do każdego rodzaju skóry twarzy i ciała. Z czym masz problem - użyj żelu. Włosy, twarz, skóra - u mnie się sprawdził wszędzie. A jeszcze do tego to opakowanie zaprojektowane na wzór liścia aloesu:) 



Jedyne, co mnie irytuje to te wszystkie opisy marketingowe na stronie producenta. Ale nie mam  siły na analizowanie tego typu rzeczy, chcę się skupić na składzie i meritum, bo to jest najważniejsze:) 

UŻYJ NA WŁOSY
Produkt może być aplikowany na suche bądź wilgotne włosy. Niewielką ilość żelu nakładam na końcówki włosów, szczególnie, że lubią się puszyć ostatnio. Produkt może być równie stosowany wraz z innymi produktami do włosów. Ja dodaję trochę produktu do maski lub odżywki.

STOSUJ NA TWARZ
Żel stosuję często pod krem, jako takie serum. Dodatkowo ostatnio uwielbiam go aplikować w okolice oczu, bo podobno nabyłam alergii, więc moje oczy i ich okolice wołają o pomstę do nieba;( 

WCIERAJ W CIAŁO:
Żel stoi często na biurku, więc stosuję go jako krem do rąk. Gdy mam krótkie spodenki idzie na nogi dla efektu lekkiego chłodzenia i łagodzenia obrzęków, gdy długo siedzę przy komputerze. Nakładam go też czasami na brzuch (brzydka skóra po odchudzaniu:)) Często gdy nadmiar mi się wyciśnie (trudno wydozować z dużego opakowania małą ilość tego żelu) to wcieram w skórę dekoltu i piersi - wiesz, że ta część ciała jest najczęściej zaniedbywana przez kobiety? 

A teraz meritum, czyli #okiemchemika. 

Myślałam, że skład jest tutaj trochę oszukany, ponieważ jest wiele ekstraktów, które najczęściej są ekstraktami wodno-glicerynowy, ale tutaj w składzie próżno szukać zarówno wody, jak i gliceryny. Przeanalizowałam wszystkie ekstrakty i okazuje się, że wszystkie ekstrakty dostępne w tej formulacji są ekstraktami czystymi. Może ich być bardzo mało ilościowo, ale ekstrakty i tak nie występują w wysokich stężeniach. Natomiast sam żel aloesowy zawiera na tyle dużo wody, aby móc rozpuścić ekstrakty proszkowe. To czego możesz nie wiedzieć o ekstraktach to, że często są one “standaryzowane”. Co to oznacza? 

Ekstrakty standaryzowane to wyciągi roślinne zawierające substancje aktywne w ściśle określonym i gwarantowanym poziomie wagowym. Tak łatwiej jest określić ich główne działanie w produkcie końcowym. 

Ale co kryje zatem ukochany przez większość osób żel? 

Ingredients: Aloe Barbadensis Leaf Juice , Nelumbium Speciosum Flower Extract, Centella Asiatica Extract, Bambusa Vulgaris Extract, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Zea Mays (Corn) Leaf Extract, Brassica Oleracea Capitata (Cabbage) Leaf Extract, Citrullus Lanatus (Watermelon) Fruit Extract, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Sodium Polyacrylate, Carbomer, Triethanolamine, Fragrance, Phenoxyethanol

ALOE BARBADENSIS LEAF JUICE - Genialny składnik kosmetyczny - Zawiera ponad 200 składników, w tym w większości są to substancje biologicznie czynne. W żelu aloesowym wykryto wiele mikroelementów, w tym cynk wykorzystywany m.in. w pielęgnacji skóry z wypryskami, łojotokowej. Innym składnikiem jest mleczan magnezu, który hamuje proces wytwarzania histaminy w skórze odpowiedzialnej m.in. za reakcje alergiczne skóry.

NELUMBIUM SPECIOSUM FLOWER EXTRACT - Wyciąg z kwiatu lotosu jest często stosowany w kosmetykach np. firmy Lirene oraz Ziaja. Ma silne działanie nawilżające, zawiera przeciwutleniacze, które zwalczają wolne rodniki, dzięki czemu opóźnia proces starzenia się skóry. 

CENTELLA ASIATICA EXTRACT - Wyciąg z Wąkroty Azjatyckiej, który w wersji “suchej” jest standaryzowany najczęściej na zawartość glikozydu kwasu azjatykowego. Substancja ta wykazuje silne działanie antybakteryjne, przeciwobrzękowe, przeciwzapalne. Przyspiesza leczenie ran, oparzeń i zmian skórnych takich jak trądzik.

BAMBUSA VULGARIS EXTRACT - Ekstrakt, który jest bogactwem wielu składników - zawiera białka, kwasy organiczne, sole mineralne, witaminy oraz węglowodany. Ma bardzo dobre właściwości nawilżające, zmniejsza zmarszczki (na 2 sposoby: poprzez działanie nawilżające a także sam ekstrakt ma właściwości anti-age), regenerujące, odświeżające i kondycjonujące. Żel z tym składnikiem można też stosować na włosy, dzięki czemu włosy będą miały naturalny połysk.

CUCUMIS SATIVUS FRUIT EXTRACT - Według INCI nazwy powinno pisać się bez nawiasów:) Taki szczegół. Ekstrakt z ogórka jest wszechstronnym składnikiem kosmetycznym. Ma właściwości przeciwzapalne, napinające skórę. Ma też działanie lekko złuszczające martwy naskórek. Często dodawany do kosmetyków anti-age, ponieważ sprawia, że zmarszczki stają się mniej widoczne. Zalecany osobom, które mają tendencję do obrzęków twarzy. Ma też działanie na skórę głowy, ponieważ może łagodzić świąd skalpu - dlatego żel dodany do maseczki do włosów może złagodzić podrażnienie skalpu. 

ZEA MAYS LEAF EXTRACT - Ekstrakt z liści kukurydzy dzięki zawartości składników takich jak: witaminy z grupy B, biotyna, niacyna, kwas pantotenowy, potas czy żelazo, odżywia skórę. Zawarty w ekstrakcie beta-karoten sprzyja regeneracji komórek. Ekstrakt ten wzmacnia także skórę głowy. Piszę tyle o skórze głowy, ponieważ ten żel dodaję także do odżywek i masek do włosów;) 

BRASSICA OLERACEA CAPITATA LEAF EXTRACT - No kto by się spodziewał ekstraktu z kapusty! Ale mało osób wie, że to doskonały środek nawilżający. Ekstrakt z kapusty zawiera flawonoidy oraz bardzo dużą zawartość witaminy C, które dodatkowo spowalniają proces starzenia się skóry. 

CITRULLUS LANATUS FRUIT EXTRACT - Ekstrakt z arbuza się znajdzie także. Oprócz właściwości nawilżających i anti-aging (odpowiedzialne działanie citruliny i likopenu w ekstrakcie) ma jeszcze jedną ciekawą właściwość idealną na okres wakacyjny - łagodzi rumień spowodowany nadmierną ekspozycją na promienie UV. Jest też niesamowitym składnikiem w pielęgnacji włosów - chroni włosy farbowane przed wyblaknięciem oraz wygładza i nawilża suche włosy. Witaminy i minerały stymulują cebulki włosa do wzrostu:)

PEG-60 HYDROGENATED CASTOR OIL - Jest zagrożenie, że wszystkie PEG są zanieczyszczone 1,4-dioksanem, ale Safety Assessor (osoba odpowiedzialna za bezpieczeństwo kosmetyku na rynku) oblicza narażenie na ten związek z trakcie aplikacji produktu na skórę. Składnik ten w tym przypadku jest dodawany w ilości ok. 1% i w przypadku tego żelu ułatwia rozprowadzenie tego związku na skórze. Działa trochę jak emolient, ponieważ dalej opisane związki, takie jak Sodium Acrylate i Carbomer mogą dawać bardzo “kleiste” odczucie na skórze, które ten związek niweluje, Dlatego żel tak łatwo się rozprowadza. 

SODIUM POLYACRYLATE, CARBOMER - Opiszę je razem, ponieważ są to zagęstniki. Ekstrakt aloesowy, który jest tutaj używany w tak dużej ilości jest bardzo rzadki w swojej konsystencji, gęstość ma podobną do gęstości wody. Przeciekałby nam między palcami. Dlatego te zagęstniki są niezbędne. Obydwie substancje są bezpieczne. 

TRIETHANOLAMINE - Trietanoloamina jest tutaj dodawana jako substancja regulująca wartość pH głównie z jednego względu - Carbomer bez niej nie rozwinął swojego polimerowego łańcucha i nie zagęścił nam formuły

FRAGRANCE - Według nazewnictwa INCI powinno być Parfum, ale kolejny szczegół, chociaż którego czepiam się dość często. Nie widać w formulacji wypisanych alergenów, więc kompozycja zapachowa jest bezpieczna dla osób skłonnych do alergii skórnych. 

PHENOXYETHANOL - No konserwant musi być! I bez śmiechu mi tutaj, bo nie wyobrażam sobie, aby ekstrakt z aloesu, który z natury zawiera mnóstwo wody, miał nie być konserwowany. Bez tego byłby idealną pożywką dla bakterii i grzybów. Musicie zdawać sobie sprawę, że niestety im więcej surowców pochodzenia naturalnego tym bardziej konserwowany dla naszego bezpieczeństwa powinien być dany produkt. Więc jeśli produkt jest EKO i bez konserwantów - strzeżcie się, bo nie znacie dnia ani godziny!!

Napiszcie koniecznie, czy stosujecie ten żel i czy może macie jeszcze jakieś inne zastosowania, na które ja nie wpadłam:) 

Inne recenzje tego produktu znajdziesz m.in. na stronie Secretaddiction.pl i Blackliner.pl. I zapomniałam wspomnieć o cenie! Cena to ok. 32 zł w zależności, gdzie chcesz kupić. Swój zakupiłam na Kontigo z dostawą bezpłatną do salonu. 

Buziaki
Magda!

Piękna jesienią #2 najlepsze szminki!

niedziela, 23 października 2016

Jesienią zawsze stawiam na inne kolory niż latem - gdy jest gorąco to stawiam raczej na lekki makijaż, ale jesienią wolę mocniejszy makijaż oczu i ust. Zobacz, jakie kolory mam w tym roku w mojej kosmetyczce i odważ się na kolor na ustach:) 


Kosmetyczne rozczarowania ostatnich miesięcy

poniedziałek, 11 lipca 2016

Mam zdecydowanie za dużo kosmetyków. Więc często staram się w nich robić porządki i rozstaję się z tymi, które w jakiś sposób mnie zawiodły. Nie wiem czemu, ale jest takich produktów coraz więcej. Może na starość robię się za bardzo wymagająca:)? Jeśli chcecie wiedzieć, co tym razem mnie zawiodło to zapraszam do lektury.



Testuj kosmetyki z Racjapielęgnacja

piątek, 1 lipca 2016

Jakiś czas temu napisałam Wam, że ostatnio przytłacza mnie ilość kosmetyków, które mam do testowania. I zarówno ja, jak i Monika, nie nadążamy nad pisaniem postów, tym bardziej, że obydwie mamy bardzo podobne wymagania, a kosmetyki, które często do nas trafiają nie są przeznaczone dokładnie dla nas. Więc postanowiłyśmy robić akcję skierowaną do naszych czytelników! 


Misja specjalna - the POREfessional, baza pod makijaż

czwartek, 24 kwietnia 2014

Witajcie! Jakiś czas temu podjęłam decyzję - czas na misję specjalną! Jej celem jest zminimalizowanie porów oraz znalezienie nowego pasującego mi podkładu. Misja nadal trwa, ale postanowiłam Wam pokazać produkty, które mi w tej misji skutecznie pomagają. Zacznę od sprawdzonego produktu.

benefitcosmetics.com

Lepiej późno niż wcale! BidaNaked:)

niedziela, 19 stycznia 2014

Witajcie:) Jak mija Wasz weekend? Mam nadzieję, że lepiej niż mój... Nie dość, że spędzony na uczelni, to jeszcze rozkleiły mi się buty, których nie noszę codziennie, a sporo kosztowały. Nosiłam je przez 2,5 miesiąca. Idę z reklamacją, co oznacza, że przez 2 tygodnie będę chodziła boso, tak jakby:) Do tego wymarzłam się niemożliwie dzisiaj w drodze na i z uczelni, mam nadzieję, że nic mnie nie weźmie... Ale są też i plusy - popełniłam zakup nowej torebki, biżuterii i kilku kosmetyków:) Dobra, wyżaliłam się, teraz przejdźmy do sedna. 

O paletce Lovely pisała już chyba każda blogerka poza mną. Nie przeszkadza mi to jednak, bo lubię dorzucać swoje 3 grosze. 


Paletka zawiera w sobie 12 cieni, zarówno matowych jak i perłowo - brokatowych. Dołączono do niej pacynkę, chociaż ja pacynek nie używam to uważam, że ta jest bardzo fajna. Bardzo przypomina mi tę, która jest dołączona do paletek Sleeka. 

cienie BEZ bazy
 Co do pigmentacji, to wydaje mi się, że to zależy od paletki. Moja jest całkiem OK, ale widziałam na kilku blogach, że bez bazy ani rusz. Cienie matowe mają słabszą pigmentację i są twarde, a cała reszta jest bardzo miękka, prawie, że kremowa. Z tego względu osoby, które bardziej nastawiają się na maty nie będą zadowolone. Ja jestem fanką wszystkiego, co się błyszczy - cóż, typowa sroczka ze mnie:)




Wizualnie bardzo mi się podoba. Lubię ładne rzeczy, a ta paletka zdecydowanie jest ładna. No... po otwarciu:) Opakowanie samo w sobie wygląda naprawdę tandetnie, ale biorąc pod uwagę cenę i zawartość, to naprawdę fajna paletka. Za 12 złotych ciężko jest trafić pojedynczy dobry cień, a tutaj mamy takich kilka. 

Ja przyznaję paletce

A Wy?

Która z Was ma w swojej kolekcji tę paletkę? Jesteście zadowolone? A może nie poddałyście się i nie latałyście jak oszalałe (czyt. jak ja:)) po Rossmanach w jej poszukiwaniu? 

Pozdrawiam!

MUA eXtreme Metallics: Go Getter & Celebrity

sobota, 21 września 2013

Witam Was w tę jakże piękną sobotę, w którą choroba rozłożyła mnie na dobre. Dziś chcę Wam pokazać fantastyczne cienie, które kupiłam za grosze w Pepco. 
Markę MUA, czyli Make Up Academy poznałam dzięki FleurDeForce, która już daaawno temu zachwalała ich paletkę, której pragnę do tej pory. Dlatego też, kiedy zobaczyłam czterokolorowe paletki w Pepco za 9,90 nie wahałam się ani chwili. 

Udało mi się upolować dwie paletki, Go Getter i Celebrity

Go Getter




Jak wskazuje nazwa serii, są to cienie metaliczne. Osobiście uważam jednak, że ten metaliczny efekt nie jest przerysowany, ani przeładowany brokatem jak to się często zdarza. Go Getter to delikatny beż, srebro, brąz i mieniąca się na różowo czerń. Kolory te sprawdzą się zarówno na codzień, jak i na większe okazje. Najbardziej przypadła mi do gustu mieszanka brązu i beżu, z minimalną odrobiną czerni. Kiedy zdarza mi się pomalować do pracy, to zazwyczaj na moich powiekach ląduje ta mieszanka. 


Celebrity

 



Drugą i ostatnią paletką jaką kupiłam jest wariant Celebrity. W jej skład wchodzą: biel, delikatny jasny fiolet, kolejny jest kolor trudny do określenia, ja chyba określiłabym go jako rosegold i intensywny fiolet. Z tej paletki najbardziej lubię biel i właśnie rosegold. 


Cienie lekko się osypują i moim zdaniem potrzebują bazy. Przez konsystencję - też trudną do określenia, bo nie są tak sypkie jak brokat, ale mimo wszystko nie trzymają się pędzla... migrują po całej twarzy, jeśli nie nałożymy ich na bazę, cała twarz będzie w błyszczących drobinkach.

Pomimo tego bardzo lubię obie paletki i mam chrapkę na więcej. Lubię także ich opakowanie - małe, ale wygodne i poręczne, bardzo proste i solidne.

Ode mnie cienie dostają 5/5!

Znacie MUA? Lubicie ich cienie? A może używacie innych produktów tej marki? Koniecznie dajcie znać!

Monika

Poczuj się jak gwiazda, czyli o Daisy dreamgirl, Berry Flirt, Honey Sweetheart słów kilka

wtorek, 16 lipca 2013

Witajcie:)

Dziś bez zbędnych wstępów - o zapachach w małych buteleczkach, które skradły moje serce. Mowa tutaj o miniaturach balsamów od Bath & Body Works, czyli : Daisy dreamgirl, blueberry flirt i honey sweetheart. Wszystkie trzy zapachy pochodzą z kolekcji The Sweethearts, w skład której wchodzą:


  • żel pod prysznic (39,00)
  • balsam do ciała (39,00)
  • mgiełka do ciała (59,00)
  • krem do ciała (39,00)
  • mini balsam do ciała (17,99)



Wszystkie trzy balsamy mieszczą się w małych, zgrabnych buteleczkach o kształcie charakterystycznym dla balsamów od B&BW, o pojemności 59 ml. Wizualnie bardzo mi się podobają, żywe, wiosenno - letnie kolory oraz nazwy, które w moim przypadku przywołują bardzo miłe wspomnienia, to strzał w 10! Choć wizualnie podobne, każda z nich kryje niepowtarzalny zapach. 




Nie mogę zapomnieć o jednym ważnym szczególe: butelki zamykane są na plastikowe zatrzaski, to coraz częściej stosowane rozwiązanie, które możemy znaleźć nie tylko w produktach B&BW, ale także tych bardziej pospolitych. Takie otwarcie / zamknięcie chroni zawartość przed niespodziewanym lub nadmiernym wydostaniem się poza buteleczkę. 

Daisy dreamgirl  - orzeźwiający zapach margaretek i mandarynek sprawią, że poczujesz się jak 
gwiazda. Kwiatowo-owocowe nuty przykują uwagę wszystkich mężczyzn z sąsiedztwa i zaprowadzą 
Cię wprost na czerwony dywan!

Berry Flirt: dzięki mieszance zmysłowych malin i piżma oczarujesz każdego. Trzepocz rzęsami, 
wysyłaj całusy – nikt Ci się nie oprze!

Honey Sweetheart: słodkie fiołki oprószone różowym cukrem tworzą powabny duet. Ten zapach 
wprawi Cię w zaraźliwie dobry (słodki ) nastrój!


Moje Drogie, a jak jest w rzeczywistości? Każda z nas ma swój własny sposób na pewność siebie. Dla jednych to dobra maskara, dla innych błyszczyk - i można podbijać świat! Moim sposobem jest zapach. Uwielbiam dobrze pachnieć, a kiedy "opcja zapachowa" jeszcze nawilża - to jestem kupiona. Zanim przejdę do nawilżania, wspomnę Wam, że zapach każdego z tych balsamów jest tak intensywny, że z powodzeniem może zastąpić mgiełki zapachowe. Nie jest to oczywiście intensywność perfum, więc jako "pachnidło" polecam osobom, które gustują w delikatnych woniach. Zapachy sweetheartsowych balsamów są słodkie, czarujące, nadające się na dzień, ale i kojarzące się z wieczornymi babskimi wyjściami. 




Co do właściwości nawilżających: balsamy zawierają masło shea, olej jojoba, a także witaminę E. Nawilżają dobrze - jestem posiadaczką tudzież właścicielką skóry normalnej, nie potrzebuje więc super nawilżenia. Nie wiem, czy balsamy poradziłyby sobie z bardzo suchą skórą. Mojej zapewniają wystarczający i zadowalający mnie poziom nawilżenia. Szybko się wchłaniają, nie zostawiają tłustej ani klejącej warstwy.

Czy jestem z nich zadowolona? Tak. Czy kupię ponownie? Już to zrobiłam, na wyprzedaży kupiłam kilka tych właśnie mini balsamów dla siebie i znajomych, bo dobrem trzeba się przecież dzielić:) 

Wszystkie trzy balsamy oceniam na 5:)


Znacie Bath & Body Works i ich produkty? Macie wśród nich swoich ulubieńców? 

Monika:)




Dziękuję Zespołowi Bath & Body Works Polska za przesłanie mi produktów do testów. Jednocześnie informuję, że fakt ten nie wpłynął w żaden sposób na moją opinię o w/w produktach. 

NYX Nude On Nude natural look kit

czwartek, 30 maja 2013

Witajcie! Dziś chciałabym przybliżyć Wam paletkę cieni od NYX. Więc bez zbędnego przedłużania przedstawiam Wam NYX Nude On Nude natural look kit



W paletce znajduje się 9 cieni do powiek i dwa błyszczyki, które kolorystnie pasują do cieni. 






Jak widzicie Nude On Nude to brązy, beże, pojawiają się też odcienie złota. Znajdziemy w niej cienie i matowe, i perłowe, i takie pomiędzy.




Do paletki dołączony jest też dwustronny pędzelek do ust i dwustronna pacynka do nakładania cieni, jednak obie używamy pędzli, a z błyszczykami się nie patyczkujemy i nakładamy je... palcem. 

Trwałość cieni to kwestia względna - na mojej powiece bez bazy trzyma się tylko jeden jedyny cień w dodatku kremowy z limitki essence. Te cienie położone na bazę hean trzymają się całkiem nieźle, wytrzymują u mnie trochę ponad 10 h, na bazie ArtDeco podobnie. Nigdy nie testuję cieni dłużej - makijaż zmywam zaraz po powrocie z pracy, jeśli gdzieś wychodzę później, wolę nałożyć go jeszcze raz. Co do błyszczyków - nie lubię mieć nic na ustach, prócz pomadki ochronnej/Carmexu, więc błyszczyków nie używałam na tyle często, by wyrobić sobie o nich opinię. Jedyne, co mogę Wam powiedzieć to to, że ich kolory bardzo ładnie współgrają z każdym makijażem oczu wykonanym cieniami z paletki. 

Tutaj swatche, bez bazy: 









 Chciałabym dodać jeszcze dwa słowa o strukturze cieni. Nie są takie twarde jak Inglot, ale też nie tak miękkie jak Pierre Rene. Najbliżej miękkością jest im do Sleeka.

Paletkę NYX można kupić w salonie NYX w Blue City w Warszawie, a my niewarszawiaczki:) możemy się w nią zaopatrzyć online. Kosztuje ok. 39zł

Słuchajcie, tutaj coś, co myślę, że zaciekawi Was najbardziej... Niedawno w blogosferze powstał boom na paletkę Urban Decay Naked 2, więcej osób dowiedziało się o marce jak i jej paletkach, między innymi też Naked (zwanej potocznie jedynką), która bardziej przypadła mi do gustu. Jednak jej cena nadal jest wysoka - ok. 200zł, a to dla mnie sporo, jak na cienie. Przeglądając różne blogi znalazłam porównanie Naked i Nude On Nude, zerknijcie...

 This pics is from http://www.makeupandbeautyblog.com

Kolory bardzo zbliżone, więc sugerując się ceną oraz negatywnymi opiniami na wielu blogach odnośnie jakości UD Naked i Naked 2 zdecydowanie wybieram NYX Nude On Nude. 

NYXowi za paletkę przyznaję...



Coś za często ostatnio przyznaję pięć gwiazdek:) Ale cieszę się, że trafiam na same dobre produkty!
Pozdrawiam Was,
Monika

Opinia Magdy:
Paletkę dostałam z okazji otwarcia NYX w Blue City (pracuję po drugiej stronie ulicy):) Moim zdaniem paletka zasługuje na 5 gwiazdek - jakość jest wprost proporcjonalna do ceny. Ale najbardziej paletka sprawdziła mi się podczas podróży do Maroka:) Wiadomo, limit bagażu to zmora kobiety. Ale z tą paletką nie musiałam brać dodatkowych cieni i błyszczyków. Dobór kolorów jest idealny zarówno na dzień, jak i na wieczór. Koleżanki w czasie wyjazdu bardzo chwaliły sobie to rozwiązanie i zazdrościły 9 cieni:) Wiem, że skusiły się także na ten zakup w Blue City. Trwałość cieni - z bazą Artdeco wytrzymują cały dzień. Wydaje mi się, że zakup tych cieni to naprawdę opłacalna inwestycja:)



Biedronkowy samobój!

poniedziałek, 20 maja 2013

Witajcie:) Z okazji choroby postanowiłam zrobić porządek w folderze ze zdjęciami na bloga. Oczywiście odnalazłam kilka produktów, których recenzje się tutaj jeszcze nie pojawiły.Nie mogłam uwierzyć, że ta jest jedną z nich! Dziś kilka słów o wycofywanym płynie micelarnym BeBeauty z Biedronki. Wycofywany, więc czy "opłaca się" pisać teraz o nim recenzję? Uważam, że tak - być może  te z Was, które tego micela nie znały zdążą jeszcze pognać po ostatnie dostępne butelki. 



Płyn mieści się w całkiem przyjemnej dla oka trójkątnej butelce. Tutaj plus za to, że widzimy ile produktu zostało. Butelka zamykana jest na zatrzask, ale jak widzicie na zdjęciu poniżej, nie jest to typowy zatrzask " z klapką". Przez otwór, który pojawia się po naciśnięciu na jedną krawędź zakrętki wydobywa się płyn, a my możemy dozować jego ilość. Wylewamy na wacik dokładnie tyle, ile chcemy, micel nie rozlewa nam się po rękach, ale też nie mamy problemu z jego wydobyciem. 


A jak ze zmywaniem makijażu? Z tuszem może mieć troszkę problemu, ale wszystko inne zmywa bezbłędnie. Po użyciu tego micela twarz jest czysta, świeża i przede wszystkim nie lepi się. Jak dla mnie - micel idealny. Do demakijażu oka zawsze używam płynów dwufazowych, więc to, że ma problemy z tuszem (co nie oznacza, że go nie zmywa - zmywa, ale trochę więcej z tym zabawy), nie stanowi dla mnie żadnej przeszkody. Nie uczula, nie powoduje nowych wyprysków, nawilża, koi i łagodzi podrażnienia. 

Dla ciekawskich skład:)


Płyn micelarny możecie jeszcze dostać w Biedronkach. Kosztuje zaledwie 4 zł ( z groszami, nie pamiętam dokładnie ile), a za kosmetyk produkowany przez Tołpę to raczej cena śmiesznie niska. Tym z Was, które nie miały okazji go przetestować, naprawdę polecam spacerek do Biedronki i przetrząsanie regałów:) Ja już zrobiłam zapas - 5 butelek. Dla niektórych to sporo i przyznam, że dla mnie też, ale pocieszam się tym, że rekordzistka kupiła 16:)

Micelowi przyznaję oczywiście: 



Pozdrawiam Was, z łóżka:(
Monika

kosmetyk - cudo od Clareny

piątek, 17 maja 2013

Witajcie:) Jak pewnie większość z Was, zmagam się z humorami mojej cery. Raz jest ona w świetnej kondycji przez kilka dni, aby zaraz potem wszystkie niespodzianki zaatakowały ją z mega siłą. Często zmieniam pielęgnację twarzy. Chcę zobaczyć, które z produktów służą mojej cerze, a które powinnam omijać z daleka. 

Dziś chcę zaprezentować Wam krem marki Clarena.


Zanim przejdę do sedna, muszę Wam powiedzieć, jak bardzo byłam zaskoczona faktem otrzymania tego kremu. Jakoś w listopadzie w Warszawie odbyło się spotkanie blogerek, na które nie mogłam się udać ze względu na egzaminy na uczelni. Na spotkanie zgłosiła się Magda, by "reprezentować naszego bloga". Na blogerskiej kawie panie przedstawicielki firmy Clarena przygotowały upominek w formie kosmetyku, dopasowany do wymagań cery zgłoszonej na spotkanie blogerki. W tym celu przed spotkaniem przedstawicielki przejrzały zgłoszone blogi i cóż... na racjapielegnacja znalazły post o tym, jak bardzo jestem zła i smutna, bo nie mogę uczestniczyć w wydarzeniu i przekazały Magdzie upominek także dla mnie, który był podpisany moim imieniem i adresem bloga. Mówcie co chcecie, ale to było cholernie miłe!

W mojej paczce znalazł się krem z roślinnymi komórkami macierzystymi. 

Od producenta: "Innowacyjny krem zawierający 100% naturalnych , pozbawionych alergenów składników. Polecany dla cery skłonnej do podrażnień, alergii i atopii oraz po zabiegach dermokosmetycznych. Koncentrat komórek macierzystych stymuluje odnowę naskórka oraz syntezę kolagenu i elastyny w skórze właściwej. Antileukine 6 hamuje uwalnianie mediatorów stanu zapalnego, łagodzi istniejące i zapobiega powstawaniu nowych podrażnień. Naturalna betaina skwalen i wit. E wzmacniają barierę lipidową gwarantując optymalne nawilżenie, odżywienie oraz ochronę przed wolnymi rodnikami."

Skład: aqua, persea gratissima (avocado) oil, prunus amygdalus dulcis (sweet almond) oil, capric triglyceride, isopropyl palmitate, betaine, glycerin, polyglyceryl-3 dicitrate/stearate, laminaria ochroleuca extract, stearyl alcohol, glyceryl stearate, benzyl alcohol, dehydroacetic acid, vitis vinifera fruit meristem cell culture, sodium phytate, tocopherol (mixed), beta -sitosterol, squalene, xhantam gum


Krem mieści się w szklanej butelce, a ta znajduje się w kartoniku, na którym są wszystkie informacje: skład, stosowanie itp.


Sam krem znajduje się w szklanej buteleczce z pompką. Na poniższym zdjęciu  nie widać logo Clareny, bo się zmazało (jakim cudem - o tym później). Taka buteleczka jak i w ogóle opakowanie to dla mnie strzał w dziesiątkę!


W szklanej buteleczce mieści się... woreczek próżniowy (?), który umożliwia nam zużycie kremu do dosłownie ostatniej kropelki. Używałam tego kremu od około dwóch miesięcy, a ubytku nie zanotowałam. W związku z tym postanowiłam odkręcić buteleczkę, żeby zobaczyć ile kremu jeszcze zostało. Nie mogłam wyciągnąć pompki, męczyłam sie więc i męczyłam... i tak zdarłam to nieszczęsne logo. W każdym razie - pomysł z woreczkiem, to już nie strzał w dziesiątkę, a w setkę. 


Co do samego kremu i jego używania: stosowałam go rano, czasem też wieczorem. Choć nigdzie nie ma wyraźnie napisane, że to krem matujący - u mnie poniekąd taką rolę pełnił. Moja skóra była idealnie nawilżona, w związku z czym nie wydzielała tak dużo sebum. Poznikały wszystkie zaczerwienienia, podrażnienia, niespodzianki na twarzy pojawiały się tylko przez kilka dni w miesiącu, ale my kobiety wiemy, że tak musi być:). Krem nie zatykał porów, przez okres jego używania nie na twarzy nie powstał ani jeden zaskórnik, a ja otrzymywałam wiele komplementów odnośnie mojej cery. Oprócz tego bardzo dobrze współpracował z różnymi podkładami. Szybko się wchłaniał i nie rolował. 

Opakowanie 50 ml wystarczyło mi na 3 miesiące codziennego używania rano i sporadycznie wieczorem

Krem można kupić bezpośrednio u producenta: www.clarena.pl i z tego, co widzę jest aktualnie na promocji - 132zł za 50ml  (zamiast 142zł).  

Pomimo nienajniższej ceny krem na pewno jeszcze nie raz trafi na moją półkę. Oczywiście, Clarenie przyznaję: 



Znacie, lubicie produkty marki Clarena? 


Pozdrawiam Was,
Monika






Dior - lakier do paznokci

niedziela, 28 kwietnia 2013

Witajcie w to piękne, niedzielne przedpoudnie!
Wstałam dziś wcześnie, po dokończeniu odcinka Glee, na którym wczoraj usnęłam:) zabrałam się za blogowe porządki. Okazało się, że nie zasługuję na miano lakierowej maniaczki! Przez półtora roku istnienia bloga, pokazałam Wam zaledwie 14 lakierów! Nie mogę tego przeboleć, dlatego moje postanowienie na koniec kwietnia i maj - pokazać Wam jak najwięcej lakierów. Zacznę już dziś, od zaprezentowania Wam mojego zdecydowanego faworyta ostatniego czasu.

Dior Gris Trianon 306

Lakier przywiozła mi Magda z Maroka.

Gris Trianon to typowa kawa z mlekiem - doskonale nadaje się na codzień, jak i na większe wyjścia.
Szeroki pędzelek, któremu niestety nie zrobiłam zdjęcia, jest porównywalny do pędzelka z lakierów Miss Sporty. Jest płaski, szeroki, ale wygodny w użyciu. Zaintrygowała mnie zakrętka. Spodziewałam się, że pędzelek będzie przymocowany bezpośrednio do niej, tak jak chyba we wszystkich lakierach. W pierwszej chwili odkręcając go wystraszyłam się, że ledwie dostałam, a już zepsułam:). Zakrętka została mi w ręku, a lakier nadal zamknięty - przeżyłam sekundy grozy. Ale kiedy spojrzałam na lakier, wszystko stało się jasne : lakier ma dodatkową zakrętkę. 



Cóż, ta okrągła, mniej prezentacyjna zakrętka jest sto razy wygodniejsza przy malowaniu. 
Konsystencja lakieru nie jest ani rzadka, ani gęsta. Jak dla mnie w sam raz, lakier nie rozlewa się na skórki. Zachwyciła mnie jego trwałość - 5 dni i żadnych odprysków. Gdyby nie moje skubanie, podejrzewam, że lakier  utrzymałby się jeszcze kilka kolejnych, z ewentualnym wytarciem na brzegach i odrostami paznokci. 

Jedynym maknamentem tego lakieru jest jego... cena. ok. 89zł to zdecydowanie dużo jak na lakier. Dotychczas 60zł na mój pierwszy OPI to była mega rozrzutność... Jeżeli jednak któraś z Was gustuje w produktach z wyższej półki, to ten jest zdecydowanie godny polecenia!
A tak prezentuje się na paznokciach:




Oczywiście, Dior otrzymuje ode mnie

Monika

Forever red

niedziela, 14 kwietnia 2013

Witajcie w tę piękną niedzielę! Choć większość dnia spędziłam w łóżku z przeróźnej maści mieszankami olejów i odżywek na głowie, zaraz wybieram się z Mamą na spacer. Zanim jednak pójdę cieszyć się wiosenną pogodą, chciałabym przedstawić Wam cudowny zapach, jakim jakiś czas temu uraczyło mnie Bath & Body Works.


Oczarowało mnie już samo opakowanie. W tym ślicznym pudełeczku mieściła się maleńka buteleczka...


"W naszych laboratoriach z połączenia odważnej nuty luksusu, silnego dodatku elegancji, przetykanych wątkami zmysłowości i delikatnej słodyczy powstał Forever Red najbardziej ekskluzywny z naszych zapachów.
Forever Red jest kolekcją przełomową. Nie tylko dlatego, że bezsprzecznie jest to najbardziej wartościowy zapach Bath & Body Works, lecz również dlatego, iż jest to pierwsza kolekcja, w której jednym z produktów jest ekskluzywna woda perfumowana. Ten niepowtarzalny zapach tworzą zaskakujące nuty zapachowe pianek marshmallow i waniliowego rumu oraz – osobowość i zmysłowość kobiety, która dla całego projektu była inspiracją."



Przyznaję się ... zakochałam się w tym zapachu od pierwszego użycia. Wyczuwalna nuta maliny (której tak naprawdę tam nie ma, ale ja ewidentnie czuję malinę!) idealnie trafia w mój gust. Według mnie nie jest to zapach na codzień, raczej na wieczorne wyjście. Jest trochę ciężki, wyraźny. 
Nuty w nim zawarte: ognisty granat, rzadka francuska brzoskwinia, błyszczące jabłko, czerwonia piwonia, nocny nagietek, waniliowy rum, aksamitne marshmallow, drewno dębowe. Jak widzicie do maliny im daleko...:)
Oprócz tego, że zapach sam w sobie jest cudowny, słodki, to utrzymuje się naprawdę długo. Czy to na ciele, czy na ubraniach. Lubię czasem spryskać nim apaszkę, którą noszę prawie codziennie. Kiedy noszę na sobie Forever red zawsze, ale to zawsze ktoś pyta mnie, co to za zapach. Kiedy otrzymałam paczuszkę od B&BW do pracy, otworzyłam przy ciekawskich koleżankach (które serdecznie pozdrawiam!) dziewczyny nie mogły oprzeć się pokusie i po zapoznaniu się z zapachem, butelka wędrowała z rąk do rąk, wydając odgłos "psikania";) Kiedy któraś z nas przechadzała się korytarzem, ciągnął się za nią piękny zapach, wiosennego wyjścia wieczorową porą. 

Pomijając już kwestię zapachu - jestem pozytywnie zaskoczona próbką, jak to nazwała Pani  Dominika kontaktująca się ze mną w tej sprawie. Ach, gdybyśmy w perfumeriach dostawały takie "próbki"... :)

Powracając do samej nazwy - Forever Red - kojarzy mi się z albumem Taylor Swift "Red". I sam zapach pasuje mi również do Taylor, która jest tak samo kobieca, jak i szalona. 




Sklep Bath &Body Works to jeden z niewielu sklepów, w którym jestem skłonna zostawić większą gotówkę. Do tej pory używałam już kilku produktów, z różnych serii, ale wszystkie jednogłośnie podbiły moje serce: żele antybakteryjne do rąk, balsam, żel pod prysznic, dwie mgiełki zapachowe i nawet myjkę do ciała, a także ogromną zapachową świecę. Nie mogę się doczekać kolejnej wizyty w stolicy, na którą już odkładam pieniądze, by oczywiście zostawić je w świecie zapachów. No i nie wiem, czy nie skuszę się na pełnowymiarową wersję FR...:)

Po takiej opinii nie muszę chyba pisać, ile gwiazdek otrzymuje ode mnie cudeńko od B&BW:

Pozdrawiam Was niedzielnie:)
Monika


Dziękuję Pani Dominice i Bath & Body Works za udostępnienie produktu do testów, jednocześnie informuję, iż fakt ten nie wpływa na moją opinię. 







Micel micelowi nierówny - recenzja miceli z Ziaji

sobota, 13 kwietnia 2013

Witajcie:) Dawno nie miałam tak pracującej wolnej soboty. Na szczęście zdjęć na bloga mam cały zapas, nie musiałam więc dziś stać przy oknie w kolorowych maseczkach (zaszalałam i zrobiłam sobie dziś 3!) i cudować z aparatem, będąc tym samym programem rozrywkowym dla sąsiadów.

Dziś chciałabym pokazać Wam recenzję 3 w 1 - płynów micelarnych od Ziaji.  Pod lupę bierzemy płyn ulga, oliwkowy i różany



Każdy z tych trzech płynów jest inny. Nie z każdym się polubiłam. Zacznijmy jednak od cech wspólnych. Taką cechą na pewno jest opakowanie - w każdym przypadku skromna szata graficzna, niezależnie też od rodzaju płyn mieści się w butelce o pojemności 200ml, zamykanej na zatrzask, pod którym kryje się niewielki otwór, przez który wydobywa się płyn. Otwór nie jest za duży, przechylając butelkę nie wylewamy połowy jej zawartości na wacik. 


Pierwszy pod lupę bierzemy płyn micelarny dla skóry wrażliwej ulga



Wskazania: dysfunkcje skóry wrażliwej oraz nadwrażliwość oczu. 

Od producenta: Dwufunkcyjny płyn micelarny do demakijażu i oczyszczania każdego rodzaju skóry wrażliwej. Zapewnia bezpieczeństwo stosowania, działa jak kojący kompres, zawiera tylko niezbędne składniki receptury. 
Preparat hypoalergiczny, bezzapachowy, 0% barwników, 0% parabenów, 0% alkoholu.Substancje czynne: alantoina, prowitamina B5. 

Moja opinia: Był to pierwszy z zakupionych przeze mnie miceli Ziaji. Kupiłam go, bo nie mogam znaleźć nigdzie oliwkowego. Micel ten faktycznie jest bezzapachowy. Nie pieni się, jest wydajny i jak dla mnie przebił czerwoną Biodermę. Dobrze zmywa makijaż, ale nie radzi sobie z tuszem do rzęs czy linerem. Po jego użyciu skóra jest gładka, nie ma uczucia lepkości, jak to w przypadku niektórych miceli bywa. Producent obiecuje, że koi. Owszem, koi. Zdarza mi się przesadzić z peelingiem. Ulga dawała ulgę:)



Dostępność: dobra, apteki, drogerie, markety
Cena: waha się w zależności od sklepu/apteki 7-10zł
Czy kupię ponownie? Być może tak, ale narazie moim ulubieńcem jest biedronkowy micel. 




Naturalny oliwkowy płyn micelarny


Od producenta: Płyn może być stosowany przez osoby noszące szkła kontaktowe. Zapewnia łagodny demakijaż, skutecznie zapobiega wysuszaniu, zmiękcza skórę oraz tonizuje naskórek, wpływa kojąco na podrażnienia. 

Moja opinia: Bardzo chciałam wypróbować wersję oliwkową. Smaku narobiła mi koleżanka, która użyczyła mi swojej nowości zaraz po zakupie. Pierwsze wrażenie cudowne, po jednym przeciągnięciu wacika skóra idealnie oczyszczona. Niestety  z każdym kolejnym użyciem magia znika. Nie wiem co na to wpłynęło, czy to wina micela, czy moja skóra się po prostu przyzwyczaiła. W trakcie używania wersji oliwkowej nie miałam podrażnionej twarzy, także nie mogę ocenić, czy łagodzi podrażnienia. Zecydowanie nie podobało mi się to, że płyn pienił się. Nie lubię tego, sama właściwie nie wiem dlaczego. Płyn nie radził sobie z makijażem oczu, na twarzy pozostawiał uczucie lepkości, delikatne, ale to kolejna rzecz, której w micelach i tonikach nie lubię.  



Dostępność: dobra, drogerie, apteki, markety. 
Cena: 7-10 zł
Czy kupię ponownie? Raczej nie. 



Różany dramat, czyli różany płyn micelarny do każdego rodzaju skóry.



Od producenta: Różany płyn micelarny z substancją tonizującą pochodzenia naturalnego do codziennej pielęgnacji każdego rodzaju skóry po 30 roku życia. Produkt testowany dermatologicznie pod kontrolą lekarzy okulistów. Specjalna receptura ogranicza ryzyko migracji składników do worka spojówkowego. Nie zawiera kompozycji zapachowej, barwników i parabenów. Zapewnia ładodny demakijaż, skutecznie zapobiega wysuszaniu, zmiękcza skórę oraz redukuje napięcie naskórka. Wpływa kojąco na podrażnienia. 

Moja opinia: to najgorszy micel, jakiego do tej pory używałam. Oczywiście o tym, że jest do skóry pań powyżej 30 roku życia dowiedziałam się w domu. Urocza pani ze sklepu Ziaja dla Ciebie przekonywała mnie, że to micel idealny dla mnie. Wyglądam na 30 lat?!?!?! Okej, przejdźmy do samego płynu. Bardziej rozmazuje, niż zmywa podkład i puder. O tuszu do rzęs nie ma nawet co wspominać. Poza tym skóra jest tak potwornie lepka, że kiedy przyciśniemy dłoń do policzka i powoli ją odejmiemy zauważymy, że skóra twarzy przykleiła się do skóry dłoni...


Dostępność: dobra, drogerie, markety, 
Cena: nie wiedzieć czemu, jest to najdroższy z miceli, 10-12zł
Czy kupię ponownie? Nie! Chyba, że będę po 30...:)


Jak widzicie, firma ta sama, inne rodzaje i zupeeełnie inne oceny.

Znacie te płyny? Używałyście któregoś z nich? A może w ogóle nie stosujecie miceli?

Pozdrawiam Was - Monika


© Racja pielęgnacja • Theme by Maira G.