SLIDER

Sally Hansen
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sally Hansen. Pokaż wszystkie posty

Kolejne promocje -40%!

poniedziałek, 14 lipca 2014

Uwielbiam, gdy któryś ze sklepów (Rossmann czy Hebe) ogłasza promocję 40%. Wiem, że będzie się działo, chociaż to idealny czas u mnie "przed wypłatą". Obiecuję sobie, że będę ostrożna - czas odkładać pieniądze na ślub:)
Ale podzielę się z Wami tylko informacją, że od jutra Hebe organizuje promocję -40% i to na kilka firm dziennie. I wchodzą w to także produkty PUPA i Essie. Na te chyba najbardziej będę oczekiwać:):):) Dajcie znać, czy coś fajnego udało Wam się upolować:)
Więcej informacji na temat promocji znajdziecie tu.

Pozdrawiam


Ulubieńcy listopada

niedziela, 1 grudnia 2013

Witajcie w pierwszy grudniowy dzień:) Dziś zapraszam Was do poznania moich listopadowych ulubieńców. 

Jestem bardzo leniwa jeśli chodzi o demakijaż. Chusteczki do demakijaży to dla mnie spore ułatwienie, jednak te, których próbowałam do tej pory nie dawały mi uczucia czystości (oczywiście chodzi o zmycie samego makijażu), albo musiałam użyć aż dwie sztuki, by wykonać demakijaż. Z pomocą przyszły mi chusteczki firmy Marion. Wcześniej ich nie spotkałam. Kosztują ok. 4zł i zdobyły moje serce od pierwszego użycia. Żel BBW dostałam w zeszłym roku na gwiazdkę, ale odwlekałam jego użycie. Teraz jestem w nim zakochana i nie mam pojęcia, co zrobię, kiedy on się skończy! Mus do ciała od Dax cosmetics to dla mnie kolejne zaskoczenie. Po pierwsze, zapach jest całkiem przyjemny. Nie lubię "morskich" zapachów, jednak ten jest bardzo delikatny, przypadł mi do gustu. Mus szybko się wchłania, nie pozostawia tłustej warstwy, a przyjemnie nawilżoną skórę. 


Ulubione w tym miesiącu mgiełki pochodzą od BBW. Venice Dolce Berry to przyjemny powiew lata, Secret Wonderland to zapach uniwersalny na każdą porę roku, a Warm Vanilla Sugar polecam wszystkim, którym przejadły się już waniliowe zapachy, bo ten odbiega od standardowych wanilii.


 Na twarzy w tym miesiącu królował fluid matujący under 20 pokryty pudrem all about matt! od Essence. Na powiekach cienie z paletki Sleek Oh So Special, na rzęsach Rocket Volume od Maybelline, a na ustach skromnie - malinowe masełko Nivea na zmianę z miętowym Carmexem. 

Na paznokciach głównie Sally Hansen jako baza i top, a koloru nadawały im lakiery od Miss Sporty w typowo jesiennych odcieniach.

To by było na tyle, w grudniu mam zamiar zaszaleć, makijażowo i paznokciowo - zobaczymy jak to wyjdzie, mam nadzieję, że inaczej niż zazwyczaj:).


Pozdrawiam Was cieplutko,
Monika

Zbiorczy haul z ostatnich tygodni:) + Rossmann -40%

sobota, 23 listopada 2013

Witajcie:)
Były zużycia, więc czas na haul:) Właściwie to trzy, każde zdjęcie zostało zrobione zaraz po dokonaniu zakupów, także jak zaraz zobaczycie - podejścia były trzy.


Top coat od Sally Hansen to stały punkt moich zakupów. Nie wyobrażam sobie bez niego malowania paznokci. Potrzebowałam odżywki do paznokci. Tej, którą sobie wymyśliłam akurat nie było, ale skusiłam się na widoczną powyżej różową. Ma ona za zadanie nie tylko wzmacniać paznokcie, ale także przyspieszać ich wzrost. Puder So Matte noszę w torebce, niestety ten, który kupiłam okazał się za ciemny. Sprawdziłam w domu i nazwa odcienia i jego numer się zgadza... Lady Speed Stick to dla mnie nowość, musiałam znaleźć zastępcę mojego granatowego Garniera. 

Skończyła mi się odżywka z Isany, chciałam spróbować czegoś nowego - mam szampon Wella proSeries, wariant frizzy, czy jakoś tak. Moje włosy są bardzo suche, dlatego zdecydowałam się tutaj na wariant repair. Jestem zadowolona z szamponu, mam nadzieję, że z odżywki będę także. Odżywka Isana - tej jeszcze nie miałam, mam zamiar używać jej jako maski. Lady Speed Stick - jestem w połowie pierwszego opakowania, dlatego kupiłam kolejne - do Rossmana mam nie po drodze, dlatego lubię kupować podstawowe rzeczy na zapas. Maseczkę dermaglin kupiłam z ciekawości, na wypróbowanie. Moja twarz ostatnio płata mi figle, dlatego szukam ratunku.
Mus do ciała od Perfecty dostałam od Magdy chwilę przed wyjazdem od niej:)

A teraz coś, na co pewnie większość z Was czekała od początku wpisu, czyli moje zdobycze z promocji w Rossmannie:)


Spełniłam tutaj kilka swoich kosmetycznych marzeń, ale o tym za chwilę. :)


Mój ulubiony podkład, nie wiem, które to już opakowanie. Poleciła mi go kiedyś Agata i jestem mu wierna już bardzo długi czas, choć nie jest to jeszcze mój ideał. L'oreal Mat magique poleciła mi Magda, używałam go kiedy byłam u niej przez kilka dni. Stosowany samodzielnie szału nie robi, ale razem z Under 20 stwarza połączenie najbliższe ideałowi. Długotrwały, naturalny mat. 

Nie lubię wydawać pieniędzy na takie drobiazgi jak bibułki matujące, ale cena 3zł jest jak najbardziej okej. Tusz Pump Up to tańsza wersja kultowego tuszu Catchy Eyes od GOSH. O obu pisałam tutaj. Lubię do niego wracać. Nowością dla mnie jest żel do brwi od Wibo, kupiłam z myślą o szybkim pociągnięciu brwi przed wyjściem do pracy, zamiast mozolnego uzupełniania ich cieniem i bezbarwnym żelem. Kredka Rimmel Scandaleyes to pierwsze z moich marzeń - wiele razy widziałam ją na yt, ale 18zł za kredkę to dla mnie szaleństwo, szczególnie w okresie wzmożonego oszczędzania pieniędzy:). 


Mój bronzer i róż w jednym z Sephory dokonał swojego żywota (właściwie to tylko część zawierająca róż), potrzebowałam więc następcy. Mój wzrok przykuł od razu róż od Lovely. Wydał mi się wizualnie podobny do różu Alverde, ale ten widywałam gdzieś w internetowej przestrzeni i niespecjalnie zwracałam na niego uwagę, takie było tylko moje skojarzenie. Wybrałam odcień 03. Na koniec moje kolejne dwa marzenia: Maybelline Color Tatto w odcieniu 35 On and on Bronze. Mam już jeden cień z tej serii, odcień 40 - Permanent Taupe, ale nie jest to dla mnie kolor "na codzień". Dzięki koleżance z pracy udało mi się dorwać ten wymarzony, zanim został wykupiony:).
Baby lips od Maybelline to kolejna wymarzona zachciewajka, którą chciałam nawet wyszukać na allegro, zanim dowiedziałam się, że lada chwila będą dostępne w Polsce. 

Tym z Was, które dotrwały do końca - gratuluję:) Mam nadzieję, że na nic się już nie połaszę podczas Rossmanowej promocji. Dzięki Bogu w moim mieście nie ma ani Hebe, ani Superpharm, bo chyba musiałabym wziąć pożyczkę, hehe:) 

Tym z Was, które nie skorzystały jeszcze z promocji w Rossmanie, polecam udać się tam jak najszybciej, bo u mnie wczoraj już na półkach pustki...:)


Pozdrawiam,
Monika

Mój ideał na lato

poniedziałek, 8 lipca 2013

Zawsze gdy Monika wpada do Warszawy, ruszamy na rajd po sklepach kosmetycznych. Zazdroszczę mojej siostrze pięknej kolekcji lakierów, ale swoim lakierom jestem wierna i niezbyt często dokupuję nowe. Ale ten lakier Sally Hansen wypatrzyłam w jednej z babskich gazet. Akurat w Hebe był on przeceniony. I tak w moje ręce trafił Lustra Shine kolor 007 Scarab


Zakochałam się w nim już od pierwszego pomalowania. Pięknie pokrywa płytkę paznokcia już przy pierwszej warstwie. Po nałożeniu drugiej warstwy, bez top coatu lakier trzyma się 5 dni. Cena lakieru to 19,99 zł (cena standardowa 24,99 zł). 




Moja ocena dla tego lakieru:

Jakie macie zdanie na temat lakierów Sally Hansen? czy próbowałyście już Lustre Shine?





Jak dojść do siebie po chorobie?

Jak dojść do siebie po chorobie?

sobota, 15 czerwca 2013

Witajcie po długiej, za długiej przerwie! Wiem, że pisałam w ostatnim wpisie, że nie będzie mnie przez tydzień. Nie było przez dwa. Cóż, życie wywróciło mi się do góy nogami, w pozytywnym znaczeniu. Mimo wszystko w ostatnim czasie żyłam (i trochę nadal żyję) w ogromnym stresie. Wszystko zmierza ku dobremu, ale jak będzie - zobaczymy. Jestem dobrej myśli, a jak mawia moja Babcia: do odważnych świat należy!

To tak wstępem, a dziś chciałam napisać dla Was coś w tematyce nieco poradniczej. Jak wiecie, często choruję i podczas choroby wyglądam dosłownie jak zombie. Same wiecie, że w trakcie złego samopoczucia jedyne o czym się marzy, to własne łóżko. Chcę przedstawić Wam moje sposoby na "dojście do siebie".

1. Peeling i maseczki.  Jestem wielką fanką maseczek. Wieczorem ostatniego dnia "chorobowego" pierwsze co robię późnym wieczorem, to związuję włosy, myję twarz i wykonuję peeling.
Zdecydowanie polecam peeling Soraya, moja tłusta cera go uwielbia.

wizaz.pl
Maseczki jak wiecie uwielbiam. Oprócz mojego ostatniego żyworódkowego hitu lubię maseczki Avon planet spa. Po peelingu zazwyczaj nakładam oczyszczającą, potem nawilżającą. 
szafa.pl
Po maseczkach obkładam twarz plastrami ogórka, dzięki czemu cera od razu wygląda lepiej.

2. Kąpiel stóp. Do miski wlewam gorącą wodę, dodaję sól przywiezioną przez koleżankę z Egiptu, albo trochę mydła lawendowego z Marsylii (wygrana w jednym z rozdań). Świetnie sprawdzi się także jakakolwiek sól zmiękczająca. Moczę stopy tak długo, jak mam na to ochotę, nie krócej niż 15 minut. Często dolewam sobie ciepłej wody. Następnie w ruch idzie pumeks, ścieram naskórek, szczególnie na moich problematycznych piętach. Następnie na modzele ( z którymi cholernie się męczę!) nakładam żel do skórek Sally Hansen i zostawiam go na minutę i pumeks idzie w ruch po raz kolejny. 

empik.com
3. Olej/ maska na włosy. No okej, nie zawsze mi się chce. Ale po chorobie - SPA na wypasie:) Jeśli olej, to rycynowy. Jeśli maska to Ziaja, tutaj nie mam konkretnej ulubionej, teraz akurat to jest Ziaja oliwkowa.

nokaut.pl
4. Prysznic. To chyba nic odkrywczego:) Ulubiony żel pod prysznic i szampon potrafią zdziałać cuda. Chwilowo ulubiony żel to malina i mleczko waniliowe od Original Source.

wizaz.pl

Szampon zmieniam dość często, ale ostatnio z przyjemnością używam różnych wersji szamponów od Joanny. Teraz przypasował mi wariant zielona herbata i pokrzywa. 

wizaz.pl

5. Balsam. Wyrobiłam w sobie w maju nawyk codziennego balsamowania i teraz nie wyobrażam sobie   nie użyć balsamu po kąpieli. Od dłuższego czasu moim hitem są balsamy Bath & Body Works, teraz daisy dreamgirl.

muffinka.pl

6. Paznokcie. Moja ulubiona część:) Odsuwam skórki, kładę Nail Tek II, dwie warstwy lakieru i top z SH. Mogę chodzić w dresie i w rozczochranych włosach, tak długo jak mam pomalowane paznokcie - czuję się piękna!

http://artnail.altervista.org/opi-designer-nail-polish/

Właściwie to moja prawie, że codzienna pielęgnacja. Ale w trakcie choroby często odpuszczam sobie maski i odżywki na włosy, malowanie paznokci, moczenie stóp itd. Kiedy czuję się lepiej od razu przystępuję do SPA:) Każdą czynność wykonuję  nadzwyczaj długo i dokładnie, ale sprawia mi to ogromną przyjemność i poprawia samopoczucie.

A Wy jakimi kosmetykami i sposobami ratujecie się po chorobie?

Pozdrawiam,
Monika:)

March favorites!

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Witam Was pierwszego dnia kwietnia:) O dziwo, nie zostałam dziś ani oblana wodą, ani ożartowana.
Dzisiejszy poranek był dla mnie mega nudny, bo przyzwyczajona porannym wstawaniem do pracy, niestety dziś też nie pospałam. Pogoda dopisywała, więc narobiłam masę zdjęć wszystkich produktów ( a trochę tego jest...), które mam nadzieję - w najbliższym czasie się tu pojawią.

Dziś zapraszaszam Was na ulubieńców marca.

PIELĘGNACJA


Tutaj niewiele: 5 produktów (jeden się zagubił przed zdjęciami), ale za konkrety. Niektóre to odkrycia, w niektórych zakochałam się na nowo. 


Syoss - odżywka termoaktywna. Jeden z produktów, które albo się kocha, albo nienawidzi. O tym, że jest termoaktywna dowiedziałam się już po jej nałożeniu. Jeśli nie wysuszymy włosów suszarką, to przywitają nas mega strąki zwisające z głowy. Za to po wysuszeniu uzyskamy efekt zdrowych włosów, jednak bez efektu "wow".  Rossman, 11zł - promocja.



Żel do mycia twarzy Iwostin Purritin, doczekał się już swojej recenzji na tym blogu. Chociaż opakowanie prawie identyczne, to produkt w środku zupełnie inny. Oczyszcza, ale brakuje mu pięknego zapachu, za którym przepadałam w jego starej wersji. Jeśli jest promocja - polecam, brać! Bez promocji trochę trąci burżujstwem. Apteka zdrowie - ok. 25zł.



Emulsja matująca Iwostin Purritin - tutaj burżujstwo na całej linii, ale w promocji można się skusić. Przyjemny krem matujący na dzień. Szybko się wchłania, nie zapycha, matuje. Jest ok, ale cena... 43zł, apteka Zdrowie.


Lirene balsam intensywnie ujędrniający - przy regularnym stosowaniu widać efekty. ujędrnienia. Przy rzadkim używaniu widzimy mega nawilżenie. Takiego nawilżenia nie dał mi jeszcze żaden balsam. Nie zostawia tłustej warstwy. Przyjemny, delikatnie cytrusowy zapach. Rossman 17zł.


Cetaphil - balsam do twarzy i ciała - ja używam tylko do twarzy. Mega wydajny produkt z serii nieprzeszkadzamiżesięniekończysz. Kosztuje ok. 40złotych ale starcza naprawdę na minimum pół roku. Nie znam nic lepiej nawilżającego. Kiedyś stosowałam na dzień, teraz tylko na noc.

KOLORÓWKA
Tutaj szału raczej brak, wiele z tych produktów znacie z poprzednich ulubieńców.



Starzy ulubieńcowi bywalcy : Inglot, puder i korektor essence, maskara Rimmel. Cień w kremie essence AN: powrócił do mych łask, tak samo jak bronzer z Sephory w kolorze idealnym dla mnie. Jedyną nowością jest fluid Pharmaceris, który otrzymałam na gwiazdkę. Troszkę ciężki, ale na tę pogodę OK, nie wiem, czy mnie nie zapycha - nie mogę tego rozgryźć. 

 PAZNOKCIE


W tej kategorii prym wiodą Sally Hansen i Inglot. Zobaczcie:


Moje trio idealne, od Sally Hansen: baza Instra- grip, top coat  i wysuszacz w jednym Insta-dri i utwardzacz Diamond strength.  Recenzje dwóch pierwszych: Base coat & top coat . Utwardzacz dostałam na urodziny i jako odżywka nie sprawdził się - odpryskiwał i schodził z paznokcia już po jednym dniu. Za to jako utwardzacz: cudo! Szybko schnie i przedłuża trwałość lakieru o 2-3 dni.


Tu najnowsze odkrycie: Inglot pro thinner, czyli rozcieńczacz do lakierów do paznokci. Mam masę lakierów i wiadomo, że nie zdążę ich zużyć w terminie i do końca. Te najczęściej przeze mnie używane najszybciej gęstnieją, a jest to czasem nawet 3/4 buteleczki. I tu z pomocą przychodzi nam IPT. Wystarczy kropelka do lakieru, mieszamy i voila! Lakier jak nowy:) Starcza na bardzo długo, kosztuje 12zł. 


Moje paznokcie w marcu przeżywały kryzys, więc mało kiedy je malowałam. A jeśli już to tylko tymi dwoma lakierami: klasyczną czerwienią od Inglota i brązem od Golden Rose. 

Marzec pożegnany, czas powitać kwiecień!


Mam nadzieję, że kwiecień nie zleci tak szybko, jak marzec...:)

Powracając jednak do ulubieńców, czy wśród moich widzicie także Wasze ulubione produkty?
Pozdrawiam Was:)
Monika





Sallyhansenowe love - base coat od Sally Hansen

sobota, 23 marca 2013

Witajcie!

Idzie wiosna, czas na zmiany. Na blogu zmieniło się tło zdjęć i to narazie tyle. Liczę bardziej na inne wiosenne zmiany. Mój plan dnia nieco uległ zmianie, miejmy nadzieję na plus. 
Wolne soboty to dla mnie czas mega lenistwa. Nie mogę się zmobilizować do wstania z łóżka i zrobienia czegokolwiek. Dziwię się sama sobie, że w ogóle chciało mi się otworzyć komputer...
Przejdźmy jednak do sedna. Dziś w roli głównej:

base coat od Sally Hansen



Bazę tę kupiłam w TKmaxx za 16,99. Szukałam dobrej bazy, która chroniłaby moje paznokcie przed przebarwieniem, ale jednocześnie nie sprawiała trudności przy nakładaniu lakieru, szybko schła, była wydajna i nie ksoztowała majątku. Niestety, bazy które do tej pory miałam bardzo szybko odpryskiwały lub odchodziły płatami. 


Baza SH po nałożeniu na paznokcie jest przeźroczysta, wysycha w przeciągu minuty. Dzięki średniej szerokości pędzelkowi nakładanie będzie łatwe i precyzyjne dla posiadaczek zarówno wąskich, jak i szerokich paznokci. Sam wygląd pędzelka również przypadł mi do gustu, bo jego włosie jest przeźroczyste,a nie jak przeważnie czarne. Lakier sunie po bazie jak po maśle, choć bardzo dobrze się do niego przyczepia. Baza nie pachnie tak intensywnie, jak klasyczny lakier. Kolor utrzymuje się na bazie o 2-3 dni dłużej, niż na "gołych" paznokciach. Oczywiście to, ile utrzymuje się lakier, jest kwestią indywidualną. 


Podsumowując: nie wyobrażam sobie malowania paznokci bez tej bazy. Oczywiście, że wolałabym jeszcze, aby baza w jakiś sposób wzmacniała i odżywiała paznokcie, ale od tego są odżywki... Insta-grip razem z Insta-dry tworzą mój ulubiony paznokciowy duet. 

Insta-grip otrzymuje ode mnie



Pozdrawiam Was,
Monika

mini haul + przesyłki + moje gadanie o niczym

niedziela, 17 lutego 2013

Hej hej wszystkim Pięknościom:) Dziś luźno, trochę mało kosmetycznie. Najpierw tradycyjnie po długiej nieobecności trochę mojej paplaniny. Moje cudowne uczucie do nowej uczelni przemieniło się w nienawiść. Po egazminach, przy uzyskiwaniu wpisów pojawiły się pewne nieścisłości, które skutkowały wpisywaniem zaniżonych ocen, co dla mnie było krzywdzące, bo miałam zamiar ubiegać się o stypendium naukowe. Fochy wykładowców też dały w kość. Ostatnie dwa tygodnie były bardzo intensywne, męczące i mega stresujące. Dziwaczne sytuacje z bankami, z pracą dodatkową + sesja i walentynki, które zakończyły się odwołaniem wszystkich "walentynkowych" planów i niezłą nerwówką.  Jedyne dwa pozytywy z tych tygodni to prawie załatwiony bank, pierwsze po dłuuuugiej przerwie zajęcia Zumby i wczorajsza impreza urodzinowa koleżanki. Nadchodzący tydzień to jedna wielka niewiadoma. Zobaczymy jak będzie. 
Jak widzicie sporo się działo, nie zdążyłam więc pokazać Wam przesyłek, które ostatnio otrzymałam i drobnych zakupów. 

Jak wiecie, współpracuję z agencją Flywheel. Kiedy po wyrażeniu chęci do przetestowania nowego produktu wspomagającego odchudzanie (trzymajcie kciuki, pierwszy kg za mną:D), dowiedziałam się, że otrzymam mały upominek. Bardzo ucieszyłam się, gdy oprócz pełnego produktu otrzymałam piękną bransoletkę. Idealnie trafiona w mój gust. 



Jak wiecie, współpracuję z agencją Flywheel. Kiedy po wyrażeniu chęci do przetestowania nowego produktu wspomagającego odchudzanie (trzymajcie kciuki, pierwszy kg za mną:D), dowiedziałam się, że otrzymam mały upominek. Bardzo ucieszyłam się, gdy oprócz pełnego produktu otrzymałam piękną bransoletkę. Idealnie trafiona w mój gust. 





Upominek od MTV Mobile też określony był jako "drobny". Tymczasem otrzymałam słuchawki, porządny notatnik, smycz i kartę sim. Bardzo "drobny", prawda?:)



Okej, zanim mnie zlinczujecie: tak, wiem, że nie powinnam w ogóle liczyć na żadne prezenty itepe itede, ale kiedy Wasz dzień jest - nie oszukujmy się - totalnie do dupy, a dostajecie coś, czego się zupełnie nie spodziewałyście , jest cholernie miło:)



Dzięki moim ulubionym ale-babkom, czyli Beacie i Marcie dowiedziałam się o lakierach SH za jedyne 10zł w Pepco. Wysłałam Mamę na przeszpiegi i kiedy już dotarły do mojego Pepco - pobiegłam prawie łamiąc obcasy:) Niestety został mały wybór kolorów i w moje posiadanie wpadły tylko 3 sztuki. Koleżanka przed chwilą mi powiedziała, że jak poproszę ekspedientkę, to wyciągnie mi spod lady cały wór - więc przy okazji dzisiejszego spaceru mam nadzieję, że przygarnę ładny granat:) Na zdjęciu: róż, czerń i śliwka.



Mam nadzieję, że Wasze ostatnie dni były zdecydowanie lepsze. Dziś dzień  nadrabiania zaległości, odwiedzin, spacerów i ... maseczek!:)
Miłej niedzieli Kochane!
Monika



KWC od Sally Hansen

sobota, 19 stycznia 2013

Hej hej:) 

Nareszcie wróciła zima! Nie wiem jak Wy, ale ja w zimowe ( i jesienne też ) wieczory poza czytaniem książek lubię malować paznokcie. Samo malowanie to nie żadna sztuka (jeśli nie mamy na myśli fantazyjnych wzorków i różnych cudów świata:)), ale malowanie wieczorem to już trochę inna sprawa. Malowanie jak malowanie, gorzej ze schnięciem. Ile razy zdarzyło Wam się obudzić z odciśniętym wzorkiem od poduszki? Ile razy zepsułyście sobie świeży mani? Hehe, doskonale wiem ile:). Ale Moje Drogie, koniec z tym! Na ratunek przychodzi nam top coat od Sally Hansen:)


Spójrzcie tylko na tę butelkę - mnie czaruje już sam jej wygląd. Przezroczysta czerwień - bardzo lubię kolorowe, ale przeźroczyste buteleczki - widać zużycie produktu. Sam kształt jest niecodzienny, ale niezbyt fikuśny - coś między półkolem, a półksiężycem. 

Ta niepozorna buteleczka zawiera w sobie specyfik - CUDO! Kosztuje w zależności od sklepu 20-30zł, dostępny w przeróżnych drogeriach - Natura, Rossman (te drogerie, w ktorych są szafy SH), Sephora, również drogerie osiedlowe.

Jak działa? Wysusza lakier w mgnieniu oka! Malujemy paznokcie dowolnym lakierem, czekamy minutę-dwie i malujemy jedną warstwą SH Insta-dri. Już po kilku minutach możemy powrócić do codziennych zajęć, nawet do mycia naczyń. A i duet kołdra-poduszka nic tutaj nie zdziała. Oprócz szybszego wysychania, top daje nam ładne wykończenie, a także pzredłuża trwałość lakieru, choć to ostatnie to akurat sprawa indywidualna. 

Cóż, krótko podsumowując - ja produkt ten polecam z czystym sumieniem i przyznaję mu pięć gwiazdek!

A Wy nakładacie topy? Przyspieszacie wysychanie paznokci? Jeśli tak, to jakimi produktami? 

Pozdrawiam Was!:)
Monika
© Racja pielęgnacja • Theme by Maira G.